fbpx

Kolejowa Izba Tradycji mieszcząca się na Dworcu Głównym w Toruniu to miejsce, w którym od progu czuć ducha dawnej kolei. Jej główne zadanie to ochrona niematerialnych i materialnych zabytków kolejnictwa, jako dóbr kultury narodowej. Placówka szerzy wiedzę na temat kolei i zasad bezpieczeństwa. W obecnej siedzibie działa od marca 2017 roku. Jest prowadzona przez Stowarzyszenie Toruńska Kolejowa Izba Tradycji, które formalnie powołano w 2018 roku. O funkcjonowaniu Izby rozmawiamy z przedstawicielami organizacji: prezesem Bogumiłem Niewczasem i członkiem zarządu Maciejem Grzywińskim, którzy byli obecni na Rodzinnym Pikniku Kolejowym, organizowanym przez redakcję Serwisu Kolejowego.

Serwis Kolejowy: Jak zrodziła się idea na stworzenie tego wyjątkowego miejsca na mapie Torunia?

Maciej Grzywiński: Była to główna inicjatywa naszego prezesa Bogumiła Niewczasa, który wystąpił do dyrektora spółki Przewozy Regionalne o udostępnienie pomieszczenia mogącego służyć jako miejsce krzewienia kolejowej tradycji i umieszczenia tam związanych z nią eksponatów. Wniosek spotkał się z pozytywnym odzewem szefów Polregio, którzy udostępnili nam nieużywany lokal w budynku administracyjnym na stacji Toruń Kluczyki. Adaptacja takiego lokalu wymagała oczywiście wiele pracy. Izba na Kluczykach działała od 2015 do 2017 roku.

Bogumił Niewczas: Wówczas jeszcze pracowałem, byłem maszynistą. Zależało mi, aby posiadane przeze mnie eksponaty kolejowe zaprezentować szerszemu gronu. Posiadałem ich kilka, jednak pomyślałem, że moi koledzy także mają przedmioty, które warto chronić i pokazywać lokalnej społeczności. Chciałem znaleźć dla nich miejsce – nawet niewielkie. Pomyślałem, że odpowiednia będzie lokalizacja na stacji w Kluczykach. O swoim pomyśle powiedziałem kolegom w siedzibie Międzyzakładowego Nadwiślańskiego Związku Zawodowego Maszynistów, zaproponowałem żeby taka izba powstała. Kolega Jarosław Sromała i kolega Zdzisław Mazik dali wtedy słowo, że pomogą.

SK: I pomogli...

Bogumił Niewczas: Po tygodniu kolega zadzwonił i powiedział mi, że rozmawiał z dyrektorem ówczesnych Przewozów Regionalnych – dostaliśmy zielone światło. Mogliśmy wybrać spośród kilku pomieszczeń na Kluczykach. Zdecydowaliśmy się na takie po dawnym magazynie mundurowym. Trzeba było dużego nakładu pracy, żeby przystosować je na kolejową izbę, ale przy pomocy kolegów udało się. Wówczas zaczęliśmy zbierać eksponaty, często było to wzruszające, ponieważ wiele osób chciało nam pomóc i dołożyć swoją cegiełkę. To było bardzo budujące. Ludzie często przychodzili nawet kiedy pomieszczenie było zamknięte i zostawiali eksponaty pod drzwiami. Potem nie wiedziałem nawet, komu podziękować.

SK: Teraz Izba wygląda naprawdę imponująco. Zmieniła się także jej lokalizacja.

Bogumił Niewczas: To już takie „małe muzeum”. W późniejszym czasie zapadła decyzja, że powstanie Kolejowa Izba Tradycji na toruńskim Dworcu Głównym, w budynku po dawnej poczcie. Polregio wynajęło pomieszczenia od władz miasta. Wtedy zrobiło się o nas głośniej, pomogły m.in. lokalne media. Była nawet mała wzmianka w Tellexpressie. Pojawiały się też coraz to nowe eksponaty. Fantastyczne było to, że ludzie mają takie rzeczy i przekazują je nam. Jedna z pań przyniosła na przykład tablo maszynistów z toruńskiego związku zawodowego maszynistów z 1920 roku.

Maciej Grzywiński: Była to starsza pani z Torunia, która od wielu lat nie gościła na miejscowym Dworcu Głównym. O naszej Izbie dowidziała się przypadkiem podczas jazdy taksówką. Namówiła swoją rodzinę, żeby do nas przyjechać. Przywiozła nam eksponat, dodatkowo opowiadając wspaniałą historię o jej stryju i ojcu. Takich przypadków pozyskania przedmiotów było znacznie więcej, jednak w 90% pochodzą one od prywatnych kolejarzy. Pozyskujemy je też ze stacji Toruń Główny czy Kluczyków. Dużą pomoc otrzymujemy także od pracowników warsztatu spółki Polregio, która od początku zawsze nas wspiera. Dzielą się wiedzą, np. uruchomić jakieś urządzenie czy doprowadzić do niego prąd.

Źródło: Facebook.com/Kolejowa Izba Tradycji

SK: Wraz ze zmianą siedziby zaszły zmiany w funkcjonowaniu Izby?

Maciej Grzywiński: Sam główny cel się się zmienił. Dalej jest to propagowanie szeroko rozumianej tematyki kolejowej i edukowanie. Większość naszych członków pracowało jako maszyniści, dlatego zależy nam, żeby położyć jakiś akcent na promowanie tego zawodu. Prowadzimy sporo akcji. Od lat włączamy się też w kampanię PKP PLK „Bezpieczny Przejazd – Szlaban na ryzyko!” Najwięcej wypadków śmiertelnych na kolei ma miejsce właśnie na niestrzeżonych przejazdach kolejowych.

Bogumił Niewczas: Wspieramy także Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Co roku składamy też znicze w miejscu katastrofy kolejowej pod Otłoczynem i przed „Pomnikiem Kolejarzy – ofiar faszyzmu” na stacji Toruń Miasto. Uczestniczymy również w różnych wydarzeniach okolicznościowych.

SK: Czego może się spodziewać osoba odwiedzająca Kolejową Izbę Pamięci w Toruniu?

Bogumił Niewczas: Mamy wiele eksponatów związanych z zawodem kolejarza i mnóstwo atrakcji dla odwiedzających. Można wcielić się w rolę maszynisty, dyżurnego ruchu, konduktora, toromistrza i wielu innych. Można poczuć to na własnej skórze – usiąść za pulpitem sterowniczym, założyć kolejarską czapkę. Jest też sporo o historii Torunia i kolei w ogóle. Mamy bilet na czwartą klasę z 1895 roku – prawdziwy rarytas. Dorośli przychodzą i pytają, jak podróżowało się na takim bilecie. Nawet nie wiedzą, że taka klasa w Polsce była.

Maciej Grzywiński: Można przestawiać dźwignię do zmiany nastawienia semafora, różne dźwignie mechaniczne. Posiadamy wiele drobnych przedmiotów jak dawne pieczątki. Posiadamy też makietę kolejową. Mamy zdjęcia budynku Toruń Główny z początku XX wieku i późniejszych okresów – można zobaczyć, jak zmieniał się obiekt. W Izbie można obejrzeć też stare plany stacji Toruń Główny z XIX wieku. Mamy również dawną mapę linii kolejowych z wyszczególnieniem Torunia, z bocznicami Toruń Miasto i Toruń Nadbrzeżna. Na obecnych bulwarach istniała stacja do przeładunku między barkami a pociągami towarowymi.

SK: Wstęp do Izby jest darmowy, jak placówka radziła sobie w czasie ograniczeń i kto ją wspiera?

Bogumił Niewczas: Każdy może przyjść i zwiedzić Izbę za darmo – nie pobieramy opłat, nie ma biletów. Od początku działalności najbardziej wspiera nas Polregio, nie było jeszcze przypadku, żeby odmówili nam pomocy. Współpracujemy też z Muzeum Okręgowym w Toruniu, które przekazało nam 10 gablot i nas wspiera. Chętnie korzystamy z takiego wsparcia, bo mamy do zabezpieczenia stare eksponaty.

Maciej Grzywiński: W tej chwili działamy praktycznie tylko dzięki wsparciu Polregio. W czasie restrykcji Izba – jako placówka – była zamknięta, ale Stowarzyszenie – jako organizacja – działało. Pozyskiwaliśmy eksponaty, monitorowaliśmy sytuację w PLK, aby zdobyćć kolejne. Zarządca infrastruktury prowadzi różne rozbiórki, remonty i podpisaliśmy umowę, że w razie takich prac w Chełmży czy Toruniu, zostaną nam przekazane eksponaty.

Źródło: Facebook.com/Kolejowa Izba Tradycji

SK: Ograniczenia w kolejnych branżach, w tym turystyce, są systematycznie znoszone. Ponownie otworzyła się też Izba.

Maciej Grzywiński: 5 czerwca o godzinie 10 budynek Izby został ponownie otwarty dla zwiedzających. W soboty, a potem także we wtorki, od godziny 10 do 15, każdy może przyjść i obejrzeć ekspozycje. W czasie lockdownu ludzie co chwilę pytali „czy już otwarte?”. W zeszłym roku nie zdecydowaliśmy się na otwarcie, ale teraz wracamy.

SK: Są w planach wydarzenia plenerowe?

Bogusław Niewczas: Myślimy o tym, żeby w tym roku uczcić okrągłą, 160. rocznicę pojawienia się kolei w Toruniu (oficjalne otwarcie liczącego 50 km połączenia między Bydgoszczą a Toruniem nastąpiło 24 października 1861 roku – przyp. red.). Chcemy zorganizować duże, huczne wydarzenie na Dworcu Głównym. Na razie myślimy, planujemy... Nie chcemy zdradzać w tej chwili zbyt wielu szczegółów. Mamy nadzieję, że wszystko się uda.

SK: Na koniec prosimy o kilka słów doczytelników, turystów i pasjonatów.

Bogusław Niewczas: Zapraszamy całe rodziny do odwiedzin naszej placówki. Kiedyś, w czasie mojego dyżuru, do Kolejowej Izby Tradycji przyszło małżeństwo z dzieckiem. Ich pociąg odjeżdżał za 20 minut. Dziecko było jednak tak zafascynowane, że rodzina odjechała z dworca dopiero 1,5 godziny później. A to oznacza, że warto!

Maciej Grzywiński: Serdecznie zapraszamy do zwiedzenia. Każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego!

Rozmawiał Patryk Galarski

Patryk Galarski

Podczas podróży po Polsce często można trafić na pozostałości po dawnych obiektach związanych z transportem kolejowym. W wielu przypadkach to cenne zabytki, które bez odpowiedniej konserwacji niszczeją. W naszym kraju są jednak osoby, którym ich los nie jest obojętny. Rozmawiamy z Tomaszem Stochmalem – pisarzem, miłośnikiem podróży, opiekunem zabytków oraz autorem przewodnika po zapomnianych liniach kolejowych Kujawsko-Pomorskiego.

Serwis Kolejowy: Jak zaczęła się Pana przygoda z koleją?

Tomasz Stochmal: Kolej jest obecna w moim życiu praktycznie od urodzenia, za sprawą taty – dyżurnego ruchu, a następnie zawiadowcy stacji, naczelnika i dyrektora kolejnych, coraz to większych kolejowych jednostek. Dzięki temu miałem styczność z koleją, jej organizacją, techniką i, oczywiście, samymi pociągami jako częsty pasażer. Od prawie 16 lat sam pracuję w kolejnictwie, mam więc nieustanny kontakt z tą branżą usługową. Obserwuję, jak wielkie przeobrażenia przeszła i przechodzi nadal, rozwijając coraz to nowsze i skuteczniejsze narzędzia zarządzające, i jak próbuje dostosować się do zmieniających się warunków społeczno-gospodarczych.

SK: Co zainspirowało Pana do stworzenia przewodnika po zapomnianych liniach kolejowych w woj. kujawsko-pomorskim? Co jest w nich wyjątkowego?

TS: Odpowiadając na to pytanie muszę cofnąć się w czasie do roku 2011. Wtedy to, w maju, uruchomiłem bloga stotom.pl, na którym prezentowałem i opisywałem zabytki, zwłaszcza mało znane, a nawet zapomniane – wieże ciśnień, wiatraki, mosty i wiele innych. Początkowo obszar moich zainteresowań dotyczył głównie województwa kujawsko-pomorskiego, z czasem każdy wyjazd – urlopowy, służbowy czy zorganizowany specjalnie pod kątem zbierania materiału fotograficznego do bloga, owocował licznymi fotografiami, także tych bardziej znanych zabytków. W 2015 roku Wydawnictwo CM zaproponowało mi napisanie przewodnika z serii [„Zapomniane Miejsca”] po województwie kujawsko-pomorskim. Opisałem w nim 124 zapomniane i opuszczone miejsca – zrujnowane pałace, dworki, budynki fabryczne, cmentarze, kościoły itd. Wśród opisanych obiektów znalazły się także niektóre dworce kolejowe – zamieszkane lub nie, najczęściej przy nieczynnych lub zlikwidowanych liniach kolejowych. Ten przewodnik oraz kolejne podróże po naszym województwie w poszukiwaniu zapomnianych miejsc do wspomnianego bloga (dziś pod adresem www.podrozezmataszkami.pl) zainspirowały mnie do napisania przewodnika, który poprowadziłby zwiedzających po zapomnianych liniach województwa kujawsko-pomorskiego.

SK: Co jest w nich wyjątkowego?

TS: Ano to, że jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu jeździły po nich pociągi, przewożono towary, podróżowali nimi pasażerowie korzystający z poczekalni czy kas biletowych na nieczynnych dziś dworcach, o stacje dbali zawiadowcy. Oczywiście, z punktu widzenia atrakcyjności danej linii – jej położenia, okolicy, krajobrazu, zachwycających obiektów inżynieryjnych czy historii – to rzecz jasna, że jedne linie są mniej, a inne bardziej ciekawe, jednak sam fakt, że one były, że służyły ludziom, że stanowiły okno na świat i niesłychanie ważny element rozwijającego się świata i techniki sprawia, że wszystkie są wyjątkowe.

SK: Jak długo powstawał przewodnik i w jaki sposób zdobywał Pan potrzebne informacje?

TS: Przewodnik powstawał kilkanaście miesięcy. Oczywiście, samo pisanie to część tego procesu, inną, bardzo ważną było zbieranie odpowiedniego materiału. W tym przypadku chodzi nie tylko o poszukiwanie odpowiedniej literatury, zresztą dość ubogiej, ale także o dokładne przejrzenie zawartości internetu pod kątem opisywanych w przewodniku linii kolejowych, ze zwróceniem uwagi na wartość znalezionych informacji i danych. Chodzi także o odwiedzenie wszystkich opisywanych miejsc w całym naszym województwie. Podczas kilku intensywnych wycieczek, wyjazdów samochodem, dotarłem do 166 stacji, przystanków i ładowni, 67 mostów i wiaduktów. Starałem się odnaleźć i sfotografować każdy budynek, każdy ciekawy element lokalnej infrastruktury kolejowej (np. bramkę skrajniową), przywożąc za każdym razem setki zdjęć, z których następnie do samego przewodnika wybrałem blisko 700.

SK: Jakie kolejowe zabytki w Kujawsko-Pomorskim zalicza Pan do najciekawszych?

TS: Do tych najbardziej spektakularnych, a nieczynnych i zapomnianych należy na pewno dawna stacja węzłowa Pruszcz Bagienica, na skrzyżowaniu nieczynnej linii 241 Tuchola – Koronowo oraz rozebranej prawie w całości linii 240 Świecie nad Wisłą – Złotów (pozostał jedynie krótki odcinek łączący Świecie Przechowo z Terespolem Pomorskim). We wsi Pruszcz w powiecie tucholskim powstała ponad 100 lat temu stacja, na której znajdziemy właściwie wszystkie najważniejsze (ale wiele innych) elementy kolejowej infrastruktury: dworzec, nastawnię, parowozownię z obrotnicą, wieżę ciśnień, domy kolejarzy z zabudowaniami gospodarczymi, semafory kształtowe – a wszystko to zamknięte z obu stron wiaduktami.

Jeśli chodzi o obiekty inżynieryjne, to na pewno koniecznie trzeba zobaczyć most, a zarazem wiadukt nad DK25 w Buszkowie koło Koronowa – ceglany obiekt o wysokości 30 metrów i łącznej długości 105 metrów, zbudowany z kamienia i cegły.

Mnóstwo obiektów inżynieryjnych znajdziemy też na linii 239 Mogilno – Orchowo, która powstała jako linia bezkolizyjna z drogami kołowymi.

Koniecznie trzeba też zwrócić uwagę na dworce kolejowe, niektóre podobne do siebie, budowane według zestandaryzowanych projektów, inne – różniące się znacznie, ale zazwyczaj będące w złym lub bardzo złym stanie. Na ich tle wyróżniają się m.in. dwa – w Szarnosiu (linia 232 Jabłonowo Pomorskie – Prabuty) oraz w Płutowie (linia 246 Toruń Wschodni – Chełmno), które znajdują się w rękach prywatnych i są zagospodarowanymi oraz zadbanymi zabytkami.

SK: Które z tych obiektów potrzebują konserwacji i powinny otrzymać wsparcie władz wojewódzkich?

TS: Tak naprawdę, to konserwacji i niezbędnych remontów potrzebują niemal wszystkie obiekty opisane w przewodniku; jedne mniej, inne bardziej. Mam tu na myśli głównie te, przy których pociągów nie zobaczymy już w ogóle lub zobaczymy może za jakiś czas. Kilka opisanych obiektów (np. dworzec w Mogilnie) znajduje się także przy czynnych liniach i jest w dobrym stanie. Niestety, prawdopodobnie większość z opisanych obiektów w złym stanie należy do PKP i to po stronie tej spółki leży obowiązek ich należytego utrzymania. Rozmawiałem z niektórymi mieszkańcami dworców, którzy muszą opłacać czynsz, ale nie mogą doczekać się remontów np. sypiącego się dachu. Część z obiektów jest w ogóle zamknięta i, niestety, najczęściej źle zabezpieczona, co prowadzi do dewastacji ich wnętrz. A z zewnątrz budynki, które nie są remontowane, konserwowane, niszczone są przez naturę. A to przecież są zabytki, nawet jeśli nie są wpisane do stosownego rejestru. Konserwacji potrzebują też nadal istniejące linie (np. 241 Tuchola – Koronowo, 239 Mogilno – Orchowo), które pozostawione bez właściwego nadzoru zarządcy ulegają destrukcji, wspomaganej przez amatorów złomu.

SK: Który z obiektów opisanych w przewodniku robi na Panu największe wrażenie i dlaczego?

TS: Wrażenie robią na mnie zwłaszcza obiekty, o których wspomniałem wcześniej (m.in. stacja Pruszcz Bagienica), ale znaczenie mają dla mnie wszystkie – jako nasze dziedzictwo techniki. Swoje odczucia opisałbym raczej jako wielki smutek i frustrację spowodowane tym, co stało się, czy co zrobiono z opisanymi przeze mnie liniami kolejowymi. Zdaję sobie sprawę, że utrzymanie wszystkich z nich mijałoby się dziś z celem – czy to gospodarczym, czy społecznym, ale wiele powinno istnieć nadal, by stanowić przystępną, ekologiczną alternatywę transportu zbiorowego, zwłaszcza dla miast powiatowych, które zostały przez decyzje o likwidacji linii pozbawione tego środka transportu (Golub-Dobrzyń, Żnin, Świecie, Chełmno). Inna sprawa to zarządzanie kolejowym majątkiem – infrastrukturą, budynkami, dworcami – które prowadzi do ich destrukcji.

SK: Przewodnik został wydany własnym nakładem, dlaczego zdecydował się Pan na taki ruch?

TS: Przede wszystkim właściwie od samego początku, kiedy zakiełkował pomysł napisania tego przewodnika, miałem w głowie jego ogólny obraz. Jednym z najważniejszych elementów składowych były i są zdjęcia – kolorowe, wplecione w tekst. Myślę, że to podstawa takiego wydawnictwa, pomoc, z którą znacznie łatwiej znaleźć poszczególne obiekty, miejsca, budynki w terenie. Poza tym przewodnik ten może pełnić rolę albumu i dokumentu, jak w danym czasie wyglądały niektóre miejsca, a te mogą się zmieniać, niestety najczęściej na gorsze. Od początku do końca miałem więc wpływ na treść i wygląd przewodnika. Stąd decyzja o wydaniu we własnym wydawnictwie, w którym wydaję m.in. także przygodowe książki dla dzieci z [serii „Mataszkowie”]. Pierwszy nakład przewodnika rozszedł się co do egzemplarza, a zapytania o możliwość zakupu skłoniły mnie do zamówienia dodruku, który obecnie sprzedaje się jak „ciepłe bułeczki”.

Rozmawiał Patryk Galarski

Przewodnik po zapomnianych liniach kolejowych w województwie kujawsko-pomorskim można zamówić [tutaj].

Tomasz Stochmal

Patryk Galarski

Kontakt

Redaktor naczelny
Mateusz Wójtowicz
naczelny@serwiskolejowy.pl
Ul. Dąbrowskiego 6
87 - 100 Toruń
magnifiercross
Napisz do nas! linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram